Zanim ruszyła platforma, jej twórca przez piętnaście lat obracał się w reklamie z trzech różnych foteli naraz. Sam brał zlecenia jako niezależny wykonawca, potem kierował własną spółką reklamową, a bywało, że jako zleceniodawca oddawał kampanie ludziom poznanym przez internet. Ostatnia z tych ról zabolała najmocniej i najwięcej wyjaśniła. Podpisujesz się pod ustaleniami z jedną osobą fizyczną, przelewasz zadatek, a gdy ta osoba milknie, nie zostaje Ci żaden lewar. Prace grzęzną, harmonogram się sypie, a zlecenie reklamowane jako oszczędne puchnie o korekty, następnego wykonawcę i przychody, które przeciekły przez palce. Tradycyjna spółka reklamowa daje wprawdzie jeden adres, pod którym można szukać sprawiedliwości, ale w zamian dolicza narzut i najchętniej podsuwa juniora, choć na prezentacji błyszczał ktoś zupełnie inny.
Naszą odpowiedź poukładaliśmy odwrotnie do tego schematu. Agencji nie prowadzimy, prowadzimy platformę marketingową, w której z modelu agencyjnego zatrzymaliśmy tylko to, co cenne, czyli pełne wzięcie na siebie odpowiedzialności, a doklejamy do tego otwarty rynek talentów. Kiedy zgłasza się do nas firma z Żor, powiedzmy sklep polujący na młodego kupującego albo zakład ulokowany w strefie ekonomicznej, przeszukujemy sieć sprawdzonych specjalistów i typujemy tego jednego, który pasuje. Za rezultat i harmonogram ręczy przed Tobą senior project manager z 15+ lat doświadczenia, natomiast robotę wykonuje specjalista dobrany pod Twoje cele, nie pod wolne okienko w cudzym terminarzu.