Bank spółdzielczy ma coś, czego żaden ogólnopolski bank nie skopiuje. Decyzję kredytową podejmuje się na miejscu, prezes zna rolnika z sąsiedniej gminy z imienia i nazwiska, a nie z systemu scoringowego. To jest realna przewaga, tylko trzeba ją pokazać ludziom, którzy jeszcze o niej nie wiedzą albo o niej zapomnieli.
Problem w tym, że marketing dla banku spółdzielczego rzadko wygląda jak marketing dla marki finansowej z billboardu w centrum miasta. Klient banku spółdzielczego to często rolnik po pięćdziesiątce, właściciel małego zakładu produkcyjnego albo osoba, która całe życie miała konto w tym samym oddziale. Ten klient trzeba utrzymać, a jednocześnie trzeba przyciągnąć jego dzieci, zanim całkowicie przesiądą się na aplikację dużego banku z Warszawy. To dwa różne zadania naraz i dobry marketer musi umieć robić oba.