Introligatornia nie ma jednego klienta, ma trzy. Student, który potrzebuje oprawy pracy dyplomowej na jutro, bo obrona jest pojutrze. Urzędnik albo prawnik, który zleca oprawę dokumentacji cyklicznie i wybiera dostawcę na lata, nie na jeden telefon. I ktoś, kto szuka rzemieślnika do oprawy albumu rodzinnego, księgi pamiątkowej albo starego zbioru, gdzie liczy się estetyka i cierpliwość, nie cena za sztukę. Reklama, która mówi do wszystkich trzech tym samym językiem, nie trafia do żadnego.
Student szuka lokalnie i szuka na już. Wpisuje w telefonie „oprawa pracy dyplomowej” albo „introligator w pobliżu” i wybiera z mapy tego, kto ma dobre opinie i jest otwarty. Firma czy urząd szuka inaczej, częściej przez polecenie, stronę internetową albo zapytanie ofertowe, i sprawdza, czy dasz radę z większym wolumenem i terminowo. Rzemieślniczy klient szuka portfolio i galerii zdjęć, bo kupuje rzemiosło, nie usługę z automatu. Dobrze poprowadzona reklama introligatorni rozdziela te trzy ścieżki zamiast wrzucać je do jednej kampanii.