Z jednej strony hodowca bydła, koni albo drobiu, który potrzebuje przewoźnika z aktualną licencją, zatwierdzeniem powiatowego lekarza weterynarii i doświadczeniem w długich trasach. Taki klient nie szuka na Facebooku, tylko pyta w grupie branżowej albo dzwoni z polecenia od innego hodowcy. Z drugiej strony właściciel psa czy kota, który sprowadza zwierzę z zagranicy albo przewozi je na wakacje, i wpisuje w Google frazy typu przewóz psa za granicę albo transport zwierząt domowych cena. Ten klient podejmuje decyzję emocjonalnie, w kilka dni, i chce zobaczyć zdjęcia klimatyzowanego boksu, zanim zaufa firmie ze swoim zwierzakiem.
Reklama transportu zwierząt, która próbuje mówić do obu grup tym samym komunikatem, nie trafia do żadnej. Hodowcę interesują fakty: licencja, ubezpieczenie, doświadczenie z konkretnym gatunkiem. Właściciela psa interesuje spokój: czy zwierzę będzie bezpieczne, czy dostanie wodę, czy kierowca robi przerwy. Dobry marketing tej branży rozdziela te dwie ścieżki już na poziomie strony, kampanii i treści, zamiast wrzucać wszystko do jednego worka.