Salon płytek ceramicznych nie konkuruje ceną za metr kwadratowy, bo tę wojnę zawsze wygra hurtownia albo market budowlany. Konkuruje projektem. Klient, który przychodzi z rzutem łazienki albo kuchni, kupuje wtedy, gdy ktoś ułoży mu na miejscu wizualizację 3D, dobierze fugę do koloru mebli i pokaże, jak będzie wyglądać cała przestrzeń po remoncie. To jest produkt, nie towar, i tak trzeba go sprzedawać w internecie.
Problem w tym, że większość salonów płytek ceramicznych ma stronę, która wygląda jak katalog kafli posortowany po kolorze, i wizytówkę Google z pięcioma zdjęciami wystawy. To nie pokazuje, że w salonie robi się projekt na miejscu, że ekspedientka albo projektant potrafi doradzić układ płytek pod konkretny metraż, i że firma współpracuje z ekipami remontowymi, które reszty roboty dopilnują. Marketing tej branży musi pokazać usługę projektową, nie tylko asortyment.