Co warto wiedzieć
Co warto wiedzieć, zanim zaczniesz
Marketing restauracji orientalnej i sushi rządzi się swoimi prawami, bo gość podejmuje decyzję głównie na podstawie tego, co widzi. Zdjęcie świeżo krojonego sashimi, filmik z płonącego woka czy zbliżenie na parujący ramen działają silniej niż jakikolwiek opis. To kuchnia mocno wizualna, a jednocześnie taka, która budzi nieufność u części gości, bo nie każdy wie, czym różni się dobre sushi od przeciętnego. Dlatego marketing tej branży musi robić dwie rzeczy naraz: wzbudzać apetyt i budować zaufanie do świeżości oraz jakości składników. Do tego dochodzi silna sezonowość i lokalność, bo większość gości przychodzi lub zamawia z najbliższej okolicy. Na Marketerzy.pl senior project manager z 15+ lat dobiera marketera albo zespół spośród zweryfikowanych freelancerów i małych zespołów, które prowadziły kampanie dla restauracji sushi, barów z ramenem, lokali z kuchnią tajską, wietnamską, chińską czy koreańską i wiedzą, jak łączyć salę z dowozem.
Kiedy firmy szukają wsparcia
Najczęściej właściciele lokali orientalnych szukają wsparcia w jednej z trzech sytuacji. Pierwsza to nowe otwarcie, kiedy trzeba szybko dać znać okolicy, że pojawiło się miejsce z dobrym sushi czy ramenem, i zbudować pierwszą falę gości oraz opinii. Druga to lokal, który działa, ale ma puste stoliki w tygodniu albo za mało zamówień na dowóz i chce systematycznie zapełniać salę oraz kuchnię. Trzecia to restauracja mocno zależna od jednej aplikacji do dostawy, która oddaje wysoką prowizję i chce przenieść część zamówień na własne kanały, żeby więcej zostawało w kieszeni. Do każdej z tych sytuacji pasuje inne podejście, dlatego w briefie warto napisać, gdzie dziś jesteś i co Cię najbardziej boli: pusta sala, słaby dowóz czy uzależnienie od prowizji.
Kanały, które działają razem
W praktyce skuteczna promocja restauracji orientalnej opiera się na kilku kanałach naraz. Fundamentem jest widoczność lokalna: kompletna wizytówka Google z aktualnym menu, świeżymi zdjęciami dań i dużą liczbą dobrych opinii, bo głodny gość szuka w telefonie sushi albo ramenu w pobliżu i wybiera spośród najlepiej widocznych i ocenianych miejsc. Instagram i TikTok to serce wizualnej strony tej kuchni, bo krojenie ryby, składanie rolek i płonący wok świetnie wyglądają na filmach i przyciągają młodszych gości. Kampanie lokalne na Facebooku i Instagramie docierają do ludzi w promieniu kilku kilometrów z konkretną ofertą, na przykład zestawem lunchowym albo promocją na dowóz. Optymalizacja profili w aplikacjach typu Pyszne, Uber Eats czy Glovo, dobre zdjęcia, opisy i zestawy, realnie podnosi liczbę zamówień, bo w tych aplikacjach też trwa walka o uwagę i pozycję na liście. Do tego dochodzi własna strona lub prosty system zamówień, który pozwala ominąć część prowizji, oraz program lojalnościowy utrzymujący stałych gości.
Koszty i stawki
Koszty zależą od miasta, wielkości lokalu i tego, czy stawiasz bardziej na salę, czy na dowóz. Prowadzenie wizytówki Google i podstawowego profilu w social mediach to przede wszystkim regularna praca i dobre zdjęcia, a nie wielki budżet mediowy. Sesja zdjęciowa dań, kluczowa w tej branży, to zwykle jednorazowy wydatek rzędu kilkuset do kilku tysięcy złotych, ale procentuje długo we wszystkich kanałach. Kampanie lokalne na Facebooku i Instagramie startują często od około 800 do 2 500 zł budżetu reklamowego miesięcznie i skalują się razem z ambicjami. Stawki marketerów są zróżnicowane: freelancer prowadzący social media i wizytówkę to zwykle 1 200 do 3 500 zł miesięcznie, a specjalista ogarniający social media, kampanie, aplikacje do dostawy i treści wizualne to 3 500 do 8 000 zł i więcej plus budżet reklamowy. Stawkę dobranego marketera poznajesz przed startem, razem z zakresem, więc od razu wiesz, czy mieścisz się w budżecie.